Odnaleziona

Jak wam się zdaje? Jeśli kto posiada sto owiec i zabłąka się jedna z nich: czy nie zostawi dziewięćdziesięciu dziewięciu na górach i nie pójdzie szukać tej, która się zabłąkała? A jeśli mu się uda ją odnaleźć, zaprawdę, powiadam wam: cieszy się nią bardziej niż dziewięćdziesięciu dziewięciu tymi, które się nie zabłąkały.
/Mt 18, 12-13/

Zawsze myślałam, że przypowieść o zbłąkanej owcy dotyczy ateistów, osób innych wyznań lub tych, którzy jawnie odeszli od Boga – czyli zeszli na tak zwaną złą ścieżkę. Czułam, że w moim życiu pod względem duchowym nie jest tak, jakbym chciała, a jednak wciąż uspokajałam sumienie tłumacząc przed samą sobą, że przecież jestem katoliczką. Chodzę do kościoła w niedzielę i święta. Dwa razy dziennie się modlę. Przestrzegam przykazań.

Kiedyś nawet pomyślałam, że chyba potrzebuję faktycznie odwrócić się od Taty jak ten syn marnotrawny, bo tylko wtedy On zacznie mnie szukać. Wydawało mi się, że tylko ktoś, kto robi naprawdę okropne rzeczy, jest owieczką wartą szukania i odnalezienia. Ja, w swoim katolickim, pozornie dobrym ciepełku, czułam się w miarę bezpiecznie, a na pewno nie czułam się warta jakiegokolwiek szukania. Nie czułam się zagubiona.

Ale „czuć” nie znaczy „być”. Dzisiaj mogę powiedzieć, że przypowieść o zabłąkanej owcy jest o mnie – młodej dziewczynie, która zgubiła się w swojej płytkiej religijności. Półtora roku temu zapragnęłam dla siebie chrześcijaństwa na 100%. Dopiero po roku jednak byłam w stanie podjąć świadomą decyzję o życiu Ewangelią.

Jestem dowodem na to, jak bardzo Pan może zmienić twarde i pełne pychy serce człowieka. Przez ostatnie pół roku zaczęłam się nawracać z tradycyjnego katolicyzmu – z wychowania, na katolicyzm chrześcijański – z przekonania.

I z takiej perspektywy właśnie chcę tutaj pisać – zagubionej, ale odnalezionej owieczki. Takiej, która uczy się wiary, która z każdym dniem odkrywa w Ewangelii coś niesamowitego, która daje się zaskakiwać prezentami od Niebieskiego Taty. Owieczki, która tutaj na ziemi chce żyć perspektywą Nieba.
Perspektywą nie z tego świata.
Perspektywą zdecydowanie nieziemską.

1 komentarz


  1. ·

    To są piękne Słowa. Jak zawsze Jego – z mocą. Mi dają siłę, aby być tutaj dla tej małej garstki ludzi i ich nie zostawiać, bo gdzieś tam na świecie na Mszę przychodzą setki a nawet tysiące. I zakosztowałem tej radości już wiele razy, jak ktoś nowy przychodził. To jest niesamowite uczucie.

    Odpowiedz

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *